» Europa potrzebuje wizji



Europa musi zrobić dwa kroki do przodu,
jeden nie wystarczy



Znane jest
twierdzenie, że kto nie idzie dynamicznie do przodu ten się cofa. Unia
Europejska stoi, rozgląda się, debatuje, spokojnie poszukuje kompromisu, a wiec
się cofa. Świat nam ucieka. Przede wszystkim gospodarka, ale także nauka czy
kultura rozwijają się w globalnym świecie z coraz większym tempem. Europa
przestaje się liczyć, przestaje być globalnym graczem, zaczyna być bogatym i ze
względu na potrzeby ogromnym, ale jednak coraz bardziej tylko rynkiem zbytu.



Globalizacja
świata postępuje. Te same firmy, te same towary, ta sama masowa kultura,
dążenie do tej samej jakości życia. Świat od zawsze jest zdeterminowany
globalizacją, ale dziś ze względu na szybkość przekazu informacji i poruszania
się świat się skurczył i stał się prawie zupełnie jednym organizmem.
Globalizacja jest tak zdeterminowaną siłą życia społecznego jak w przyrodzie
grawitacja. Musimy nauczyć się z nią żyć i ją wykorzystywać.



 



Naszą
konkurencją są już nie tylko Stany Zjednoczone, czy Japonia. Mamy nowych
jeszcze silniejszych graczy. Dziś gospodarczymi potęgami stają się Chiny i
Indie, a jutro Brazylia. Ekonomistom trudno opisać fenomen gospodarczego, ale
przecież nie tylko gospodarczego, bo w podobnym stopniu kulturalnego i
społecznego, a więc cywilizacyjnego rozwoju. Opis i analizy utrudnia efekt
skali. Tak jak metody opisu ruchu samochodu, czy nawet samolotu nie pasują do
opisu ruchu rakiety, tak metody opisu procesów ekonomicznych na rynkach
50, 100 czy 200 milionowych nie pasują do opisu rynków miliardowych. Inna
produkcja i inny zakres inwestycji, inny rynek usług iinna konsumpcja.
Inne możliwości i innepotrzeby.



Jaka więc
powinna być Europa lat 20-tych i 30-tych XXI wieku? Pytanie proste – Europa
unią państw, w których żyją szczęśliwi, radośni, przedsiębiorczy i zaradni,
przyjaźni i otwarci, zasobni i coraz dłużej żyjący w zdrowiu, dobrze
wykształceni i wolni ludzie. Być może wzbudzi to zdziwienie, ale właśnie taka
jest nasza powinność – zmieniać, tworzyć, budować świat szczęśliwych ludzi. Nie
dla kogoś, tylko razem tworzyć warunki, by każdy, jak chce zdobył swoje
szczęście. Co zrobić, by w globalnym, pełnym wyzwań i niebezpieczeństw świecie
budować Europę szczęśliwych ludzi?



1.     Europa
musi stać się światowym graczem bezpieczeństwa.Tylko aktywna polityka
międzynarodowa, pokojowo reagująca na konflikty, a wcześniej ich przyczyny,
rozszerzająca przestrzenie wolności, współpracy i ograniczenia biedy może
przynieść gwarancje bezpieczeństwa na dziś i na jutro. Liderzy Europy przy
pomocy odpowiednich instrumentów organizacyjnych, takich jak prezydent Unii
Europejskiej oraz minister spraw zagranicznych muszą uaktywnić działalność w
skonfliktowanych lub grożących konfliktami rejonach świata. Dla osiągnięcia
tego celu niezbędne wydaje się odbudowanie partnerskiego sojuszu Unii
Europejskiej ze Stanami Zjednoczonymi. Partnerski sojusz polityczny, militarny
i gospodarczy, stworzenie zbalansowanego dipola da szansę roztropnej
dyplomacji.



2.     Europa
musi postawić na naukę i kulturę. „Mózgiem rozwoju”, gwarantującym i odpowiedni
kierunek zmian, i odpowiednie tempo jest właśnie nauka i kultura. Dobrze to
mówić tu w Portugalii, gdzie powstała „Strategia Lizbońska”. W nauce powiązanej
z gospodarką niezbędne jest bezwzględne i natychmiastowe wdrożenie, zupełnie
dziś martwej „Strategii Lizbońskiej”. Wzmocnienie najlepszych europejskich
uniwersytetów, uczynienie z nich ponownie centrów cywilizacyjnych zmian
człowieka i świata oraz radykalne zwiększenie nakładów na naukę może przywrócić
dynamikę rozwoju nowoczesnych technologii. Europejski Instytut Technologiczny
powinien być budowany wspólnie z europejskim biznesem. Powiem brutalnie: dopóki
„wspólnej polityki rolnej” nie zastąpi „wspólna polityka edukacji i
technologii”, z budżetem większym odbudżetu WPR, dopóty Europa nie ma co marzyć
o powrocie na pozycje lidera. A bez marzeń nie ma rozwoju.



3.     W
europejskiej gospodarce potrzebny jest świeży powiew: obniżenie kosztów pracy,
otwarcie ciągle jeszcze zamkniętych lub tylko częściowo domkniętych 
wszystkich pozostałych rynków oraz zdjęcie biurokratycznych obciążeń, w
większości nakładach przez kraje narodowe, ale czasami także obecnych w
dyrektywach, a jakże w dyrektywach z poprzedniego wieku. Wolność
gospodarcza, łatwość zakładania i  prowadzenia zwłaszcza małych i średnich
firm staje się podstawowym wyzwaniem. Podobnie jak otwarcie wewnątrz unii
wszystkich rynków. Co stałoby się z roamingiem, z cenami rozmów telefonicznych,
czy połączeń internetowych, gdyby każdy europejski gracz teleinformatyczny mógł
swobodnie działać we wszystkich krajach Unii. Unia staje się jednym organizmem,
musimy dbać o siebie wzajemnie, solidarnie. To się opłaca.



4.     Jeśli
chcemy być wolni i żyć w wolnym świecie, musimy uwolnić się od problemów
energetycznych. Znów podstawowym kierunkiem powinien być rozwój badań. Gdyby
połowę środków jakie przeznacza się na rozbudowę drogiej, ogromnej w swych
rozmiarach infrastruktury energetycznej, zwłaszcza gazowej i naftowej,
skierować na badania dotyczące nowych technologii pozyskiwania energii, na
przykład z węgla, pewnie mielibyśmy już w Europie problem gospodarczy, a
częściowo i polityczny rozwiązany. Wyobraźmy sobie świat, w którym
geografia zasobów energetycznych przestaje odgrywać pierwszorzędną role
gospodarczą, mówiąc żartobliwie, gaz przestałby prowadzić do szaleństwa. Ile
kłopotów świat miałby mniej. Wszyscy znamy kontrowersje gospodarcze i
polityczne, środowiskowe, a nawet militarne wokół „Gazociągu Bałtyckiego”
budowanego przez Gazprom. Jak wyglądałyby te kontrowersje, gdyby właścicielem
gazociągu była Unia Europejska lub kraje Unii? W energetyce zasada
solidarności: „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” szybko przyniesie
pożądane efekty.



5.     Na
przestrzeni wieków Unia Europejska jawi się jako najlepszy projekt polityczny i
cywilizacyjny. Projekt efektowny i efektywny. Przede wszystkim dlatego, że
opiera się na wolności, solidarności i otwartości. Zasad tych zatracić nie
można. Niezbędne jest więc dalsze rozważne otwieranie naszej Unii na inne,
wolne i demokratyczne kraje. Trudno wyobrazić sobie by w niedalekiej przyszłości
wielki europejski kraj – Ukraina nie stał się członkiem naszej wspólnoty.
Dotyczy to także innych krajów: Turcji, a później kolejnych krajów Europy
Wschodniej. Wiem, że nam Polakom, solidarnie walczącym o wolność, rozbijającym
żelazną kurtynę łatwo to mówić. Może jednak warto tego posłuchać. Bo wolość
zmienia człowieka, zmienia kraj i świat. Wolność czyni Go bezpiecznym. 17 lat
temu otrzymaliśmy wolność i demokrację, cztery lata temu przystąpiliśmy do
„klubu narodów budujących szczęście”, zamknięcie drzwi tego „klubu”, doprowadzi
do zgaszenia światła w tunelu prowadzącym do wolności. Nie powinniśmy zrobić
tego nigdy.



Wyzwań jest
oczywiście więcej. Wymieniam skrótowo tylko najważniejsze. O jeszcze jednym
jednak nie mogę nie powiedzieć. To wyzwanie najtrudniejsze i najważniejsze
jednocześnie, taki warunek „zerowy”. Chodzi oczywiście o ludzi. To ludzie
zmieniają świat. Unia Europejska potrzebuje odważnych, pełnych świeżych wizji i
marzeń i bardzo odważnych liderów. Z liderami łatwiej się trudzić, ale i pewniej
zdobywać szczyty.



Rok 2025. Mam
65 lat. Tak młodzi ludzie nie odchodzą jeszcze na emeryturę. Pewnie jestem
doradcą w jakimś banku. Mój pierwszy syn, dziś 25-cio latek, informatyk
pracujący w Polsce w Hinduskiej firmie, w 2025 roku jako europejski komisarz
ds. informatycznej cyfryzacji regionów zaniedbanych, leci do Mińska z
Prezydentem Unii Europejskiej na spotkanie z Prezydentem Chin w sprawie
transferu nowoczesnych technologii z Europejskiego Instytutu Technologicznego
do chińskich uniwersytetów. Dlaczego do Mińska? Bo właśnie Białoruś pełni
prezydencję w Unii Europejskiej.



Kazimierz
Marcinkiewicz
Kto okaże się
przywódcą Europy



 



Zawsze
twierdziłem, że w dzisiejszym świecie kto nie idzie dynamicznie do przodu ten
się cofa. Unia Europejska stoi, a wiec się cofa. Niedawno opublikowane dane
udowadniają empirycznie to twierdzenie. świat nam ucieka. Przede wszystkim
gospodarka, ale także nauka czy kultura rozwijają się w globalnym świecie z
coraz większym tempem. Europa przestaje się liczyć, przestaje być globalnym
graczem, zaczyna być bogatym i ze względu na potrzeby ogromnym, ale jednak
coraz bardziej tylko rynkiem zbytu.



 



Powtarzam to co
wielokrotnie głosiłem, że nie wystarczy dziś zająć się jedynie zarządzaniem i
techniką usprawniającą podejmowanie decyzji w coraz większej, a mam nadzieję,
że w ciągu następnej dekady jeszcze większej Unii Europejskiej. Mniej powinno
nas interesować to jak podejmować decyzje o rozwoju, a więcej w jaki sposób
rozwijać kraje członkowskie i UE jako całość. W jaki sposób, jakimi
inicjatywami, działaniami przywrócić Europie, przecież Starej Europie należnej
jest, czołowe miejsce w globalnym świecie.



 



Świeżoćć
gospodarki



 



Nie ulega dla
mnie wątpliwości, że w europejskiej gospodarce potrzebny jest świeży powiew:
obniżenie kosztów pracy, otwarcie ciągle jeszcze zamkniętych lub tylko
częściowo otwartych wszystkich pozostałych rynków oraz zdjęcie biurokratycznych
obciążeń, w większości nakładach przez kraje narodowe, ale czasami także
obecnych w dyrektywach, a jakże w dyrektywach z poprzedniego wieku. Co to za
wolna gospodarka, wolny rynek w wspaniale rozwijającej się, a ciągle
perspektywicznej teleinformatyce, jeśli pomiędzy krajami UE nadal obowiązują
umowy roamingowe, nawet wewnątrz firm działających na wielu rynkach krajów
członkowskich? Na wniosek premiera Irlandii sprawa ta została zapisana w
konkluzji ubiegłorocznego majowego szczytu. I cisza. Słono płacimy, bo nasze
informacje krążą po Europie.



 



Łatwo wyobrazić
sobie co przyniosłoby Polsce przyspieszenie gospodarki w tzw. starych krajach
Unii. Dziś Polska gospodarka osiąga już 7% wzrostu gospodarczego. Zważywszy na
ciągle niską, poniżej 2% inflację jest to wynik porównywalny z wynikami
mniejszych krajów Europy Środkowej. Każde przyspieszenie gospodarcze w
Niemczech, a nawet Francji i Włoszech przekładać się będzie bezpośrednio na
szybsze i dłużej trwające przyspieszenie naszego wzrostu, choć już nie w takiej
skali jak w latach poprzednich.



 



Po pierwsze
nauka



 



W nauce
powiązanej z gospodarką niezbędne jest bezwzględne i natychmiastowe wdrożenie,
zupełnie dziś martwej "Strategii Lizbońskiej". Wzmocnienie
najlepszych europejskich uniwersytetów, powołanie Europejskiego Instytutu
Technologicznego między innymi we Wrocławiu i radykalne zwiększenie nakładów na
naukę może przywrócić dynamikę rozwoju nowoczesnych technologii. Gdyby połowę
środków jakie przeznacza się na rozbudowę drogiej, ogromnej w swych rozmiarach
infrastruktury energetycznej, zwłaszcza gazowej i naftowej, skierować na
badania dotyczące nowych technologii pozyskiwania energii, na przykład z węgla
pewnie mielibyśmy już w Europie problem gospodarczy, a częściowo i polityczny
rozwiązany.



 



W
międzynarodowej pozycji Europy niezbędne jest ożywienie działań krajów
członkowskich w NATO, tak by znów stało się podstawowym podmiotem gwarancji
bezpieczeństwa, ułożenie partnerskich stosunków ze Stanami Zjednoczonymi oraz
podjęcie aktywnej polityki w celu długofalowego rozwiązania problemów na
Bliskim Wschodzie. Łatwo udowodnić tezę, że należyta współpraca silnej Europy z
USA doprowadzić mogłaby do lepszych decyzji dotyczących np Iraku.
Konkluzja - UE ponosi także odpowiedzialność za tę, zbyt pochopnie podjętą
decyzję, a nawet za ciągle zbyt konfliktową sytuację. Umywanie rąk nie prowadzi
do niczego.



 



Nie lubię
technikaliów



 



To tylko kilka
przykładów spraw, które dotyczą drugiego ważnego kroku jaki powinna podjąć
Europa. Nie ma rozwoju bez wytyczania celów i wskazywania drogi ich osiągania,
wizja jest najważniejsza, bez niej nikt nie osiągnął sukcesu. Taka aktywna
polityka, działająca skutecznie na globalnym, politycznym i gospodarczym rynku,
uzyska większą aprobatę społeczną. Co więcej przyniesie każdemu europejczykowi wymierne
korzyści. Taka podstawowa dyskusja, dotycząca wizji Europy ciągle toczy się w
Unii Europejskiej na marginesie pełnej emocji dyskusji o technice rządzenia.
Nie można jednak dłużej udawać, robiłem to dotychczas, że strasznie trudno,
jeśli nie niemożliwe, jest wykonanie drugiego kroku bez pierwszego. Może
dlatego Angela Merkel podjęła się niełatwego zadania doprowadzenia do
skutecznej decyzji dotyczącej tzw. konstytucji europejskiej.



 



Można
przypuszczać, że Kanclerz Niemiec uzyska wsparcie nowego prezydenta Francji, a
być może także przyzwolenie "starego" premiera Wielkiej Brytanii. Aby
"nowy-stary" traktat miał ręce i nogi, niezbędna jest aktywna
polityka Polski. Najdobitniej pokazał tę taktykę i do cna wykorzystał dla
Hiszpanii premier Aznar. Wyznaczanie celu i dążenie do niego skomplikowaną grą
kompromisów przynosi fantastyczne rezultaty. Wielki sukces Jerzego Buska
osiągnięty w Nicei, gdzie Polska otrzymała taką samą pozycję polityczną w UE
jak Hiszpania, mógł być osiągnięty dzięki pomocy, ale co ważniejsze dzięki
pozycji premiera Aznara.



 



Krótko i
treściwie



 



Jaki powinien
być "nowy- stary" traktat. Po pierwsze krótki. Taki, który można
swobodnie przeczytać i zrozumieć, który zawiera podstawowe wartości i zasady
postępowania. Niezbędne jest przypomnienie korzeni, tradycji chrześcijańskich z
jakich wyrasta nasz kontynent i każde państwo z osobna. Jeśli tworzy się
cokolwiek ukrywając lub bojąc się prawdy, powstaje rzecz bez wartości.
Konieczne jest wpisanie solidarności europejskiej w energetyce. Nasza
propozycja sprzed roku, zmodyfikowana do potrzeb UE, a więc w kształcie w jakim
powstała "jeden za wszystkich wszyscy za jednego" jest ciągle i coraz
bardziej aktualna.



 



Zapewne
niezbędne jest znalezienie kompromisowej propozycji liczenia głosów, a więc i
sposobów podejmowania decyzji. Moim zdaniem propozycja pośrednia, pomiędzy
"Niceą a śmiercią" będzie do zaakceptowania przez wszystkich. Dalej
warto rozważyć zmniejszenie liczby komisarzy. Ogromne podmioty gospodarcze
wymagają 8 - 12 szefów i podobnej liczby zastępców. Ułożenie takiego
zarządu poprzez dobranie się niejako udziałami, czyli siłą głosów,
poszczególnych krajów i wewnętrzna rotacja komisarzy i ich zastępców, podobnie
jak w EBOiR, prowadziłoby do usprawnienia działania Komisji Europejskiej. Być
może wzmocnienie pozycji Komisarza UE, czy jak kto woli Prezydenta UE mogłoby
być osiągnięte poprzez powierzenie mu prowadzenia Rady UE i reprezentowanie
Unii na zewnątrz. Spotkania poszczególnych komisji ministerialnych oraz szczyty
UE nadal mogłyby odbywać się w kolejnych krajach cyklicznie.



 



Do dyskusji, do
roboty



 



Najtrudniejsza
wydaje się sprawa tzw. ministra spraw zagranicznych Unii Europejskiej, bo i
takie, najtrudniejsze są sprawy stosunków, w tym niestety konfliktów
międzynarodowych. Może więc podjęcie, także w tym względzie reprezentowania UE
przez Komisarza i bieżące, bezpośrednie działanie poprzez jednego z zastępców
byłoby rozwiązaniem najbardziej bezpiecznym. W sposób naturalny, ale i bardzo
silny wzmacniałoby to pozycję Komisarza, wzmagało radykalnie także jego
odpowiedzialność, ale również urealniało kontrolę poszczególnych państw
narodowych. Pozycja Komisarza wybieranego przez wszystkich szefów państw i na
co dzień działającego w ich imieniu i według nadanego przez nich mandatu byłaby
pozycją najbardziej poddającą się kontroli wewnątrz Unii, a jednocześnie bardzo
silną na zewnątrz. Działania tak bogato wyposażonego Komisarza byłyby dużo
bardziej publiczne, niż "skrycie", dyplomatycznie poruszającego się
ministra.



 



Unię Europejską
czeka ciężka praca. Jestem przekonany, że Angela Merkel pracy tej podoła. Z
naszą pomocą wykona to sprawniej i lepiej. W ten sposób odbudujemy też należną
nam pozycję międzynarodową, co z kolei wykorzystamy do realizacji naszych
narodowych i państwowych celów. Warto uczestniczyć w zmienianiu rzeczywistości
na lepsze. Jakaż jest inna rola polityków, jeśli właśnie nie taka -
zmieniać świat dookoła dla dobra wspólnego.



 



Kazimierz Marcinkiewicz


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------




Polska w Irlandii i Wielkiej Brytanii



Nie
rozwiąże się polskich problemów bez rozwiązania sprawy wyjazdu młodych Polaków
do pracy w Irlandii i Wielkiej Brytanii. Nawet nie do pracy. Po prostu do
innego życia. Oczywiście każdy człowiek sam decyduje o swoim życiu. Sam
podejmuje decyzje o tym gdzie i dlaczego chce żyć. Walczyliśmy o taką Polskę, o
taką wolną Polskę, w której każdy sam może podejmować takie decyzje, w której
każdy sam decyduje o swoim życiu. Coś jednak zawaliliśmy, zrobiliśmy niezbyt
szybko i niezbyt dobrze, że sporo ponad milion młodych, ambitnych, dobrze
wykształconych Polaków chce lub musi pracować i żyć poza Polską.



Warunkiem
podstawowym ich powrotu jest dobra, dobrze płatna praca w kraju. To oczywiście
zadanie najtrudniejsze do wykonania. Jeszcze długo płace w Polsce będą dużo
niższe niż płace w Europie Zachodniej. Do wysokości płac w Londynie pewnie
nigdy nie dojdziemy. Możemy jednak zachęcić możliwością kariery. To oczywiste,
że w kraju na dorobku o dużej dynamice wzrostu o karierę dużo łatwiej niż
w poukładanej od może nie wieków, ale na pewno lat Wielkiej Brytanii. Śmiałe
reformy gospodarcze, szczególnie radykalne uproszczenie prowadzenia
działalności gospodarczej oraz głęboka reforma finansów publicznych, mogą
przynieść dobre efekty. Ważne byłoby także otwarcie tysięcy stanowisk pracy w
agencjach i instytucjach oraz podmiotach gospodarczych rządowych
i samorządowych na młodych Polaków. Dziś często takie zatrudnienie jest
możliwe tylko z legitymacją Samoobrony. Na szczęście już bez konieczności
bezpośredniego kontaktu z poszczególnymi politykami tej partii.



Warto
też wiązać Polaków żyjących poza krajem z Ojczyzną. Kapitalnym projektem jest
prowadzenie wśród Polaków działalności bankowej. Wiele banków narodowych
pojawia się tam, gdzie prowadzą biznes lub żyją członkowie danej społeczności.
PKO BP wśród Polaków za granicą to doskonały pomysł. W ten sposób łatwiej
będzie inwestować zarobione ciężką pracą pieniądze w kraju. Dobrym pomysłem
wydaje się stworzenie funduszy stypendialnych na podejmowanie lub kontynuacje
studiów w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Środki państwowe przeznaczone na ten
cel mogłyby być obwarowane koniecznością odpracowania określonego czasu w
kraju. Może także niektóre uczelnie polskie powinny uruchomić swoje odziały,
tak by także słabiej zarabiający, ci których nie stać na uczelnie brytyjskie,
czy irlandzkie mogli zdobywać wyższe wykształcenie.



 Wydaje
się jednak, że warunkiem zerowym inwestowania dziś w Polsce, a jutro być może
powrotu jest abolicja podatkowa. Nie bez powodu nie ufamy polskim instytucjom
skarbowym i innym służbom. Dlatego bez abolicji podatkowej trudno marzyć o
masowych powrotach do kraju. Abolicja jest ciekawym i sporadycznie
stosowanym instrumentem dynamizowania gospodarki i pomniejszania szarej strefy.
Polska do abolicji już dorosła.



Oczywiście
Polakom żyjącym w Wielkiej Brytanii i Irlandii nie chodzi tylko o pieniądze.
Bardzo często w rozmowach zwracają uwagę na wolność dużo większą niż w Polsce,
czy na dumę z naszego kraju. Atmosfera polityczna, wygląd naszego kraju na
zewnątrz, opinie w zagranicznych mediach o toczącej się politycznej wojnie,
maja także kolosalne znaczenie. Jeśli dwa lata temu ponownie rozbudziliśmy
nadzieję większości polskiego społeczeństwa na zmiany, na dumną Polskę, to dziś
nadzieje te roztrwonilismy właściwie zupełnie. Wysoką kulturą, sumienną pracą,
wysokimi kwalifikacjami, dobrym angielskim Polacy sami budują swoją dumę wśród
Brytyjczyków, czy Irlandczyków.



Spory
kawałek Polski, takiej ciekawej, młodej i ambitnej, mimo wyjazdu jednak
patriotycznej jest tam /tu/ na wyspach. Nie rozwiążemy polskich problemów bez
stworzenia dogodnych warunków powrotu "tej Polski" do kraju.



Kazimierz Marcinkiewicz



 -----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Spotkałem
kawałek fajnej Polski



Parę tysięcy Polaków krzyczało z całych sił: „Polska,
Polska, Polska„ a wcześniej śpiewało nasz wspaniały hymn: „Jeszcze Polska nie
zginęła”. Biało czerwone szaliki stwarzały jak zwykle wspaniałą polską
atmosferę. „Kto wygra? Polska, Polska, Polska.” Tak było w Londynie na meczu
reprezentacji artystów Anglii i Polski, czyli nie wielkim sportowym wydarzeniu,
tylko charytatywnym meczu-zabawie odbywającym się w strugach zimnego
angielskiego deszczu.



Czy to była oznaka patriotyzmu? Czy my żyjący, mieszkający i pracujący, czasem
na stałe, a czasem tylko na chwilę, poza granicami naszej ojczyzny jesteśmy
patriotami? Czy to, że „uciekliśmy” z Polski stawia nas poza nawiasem polskich
patriotów? Patriotów, czyli ludzi kochających swój kraj, swoją historię i
tradycję, kulturę i język, miejsce i ludzi. „Ta ziemia taka czysta, jakby
umieciona skrzydłem aniołów. Czysta i równinna, tyle już wycierpiała a zawsze
dziecinna. Ufa, że dobroć jest tylko dobrocią, a prawo tak jest prawem jak pola
się złocą, kiedy żyto dojrzewa, jak zimą śnieg pada. W dalekich ziemiach za to
umierali moi ojcowie, za gniazdo bociana, za chleb, za tę równinę co
niepokalana, za to powietrze ze wszystkich wonności najdroższe….”



Przecież nie jesteśmy emigrantami. Nikt nam nie kazał wyjeżdżać. Jesteśmy
wolnymi ludźmi, a Polska to wolny kraj. Nie mieliśmy takiej sytuacji jak
emigracja wspaniałych polskich patriotów po II wojnie światowej. Oni nie mieli
wyboru musieli uciekać, czy nie mogli wracać do swojej Ojczyzny. Powrót
oznaczał więzienie, a bardzo często po prostu śmierć. Podobnie tzw. emigracja
solidarnościowa. Ci wspaniali, walczący o wolna i demokratyczną Polskę ludzie
musieli opuszczać kraj, byli do tego zmuszani za cenę wolności. Nikt nie ma
wątpliwości, że to prawdziwi polscy patrioci, choć żyjący poza krajem.



A my? Kto nas zmuszał? Nasz wybór jest inny, nie pomiędzy życiem i śmiercią,
czy więzieniem a wolnością. To jest wybór pomiędzy zasobniejszym albo biednym
życiem, może też między większą i mniejszą wolnością, czasem między bezrobociem
lub pracą. Czy taki wybór podważa patriotyzm? Czy Maria Curie-Skłodowska, albo
Aleksander Wolszczan, wybitni polscy naukowcy pracujący poza krajem też mieli
czy mają problem z patriotyzmem? A przecież przykładów wielkich Polaków,
żyjących z różnych powodów nie w Polsce można mnożyć.



Spotkałem w Londynie polskich harcerzy. Wspaniali młodzi ludzie. Spotykają się,
rozmawiają po polsku, czasami o Polsce, pamiętają o najważniejszych dla Polski
wydarzeniach z przeszłości. Kultywują polską tradycję i rozwijają swoją
przyszłość. Są dumni z tego, że są Polakami i nie mają wątpliwości, że są.
Poznałem drużynę piłkarską 10-11 latków „White Eagle”. Rodzice organizują
treningi i udział w zawodach. Ta drużyna wygrywa z angielskimi klubami w
londyńskiej lidze. Marzą o orzełkach na piersiach.



Widziałem jak tysiące Polsków, w sobotę przeznaczoną na odpoczynek, prowadzi
swoje dzieci do polskiej szkoły. Mogłem zobaczyć jak działa chyba największa
amatorska liga świata, polska liga 5-tek piłkarskich. Chodzę na polskie
imprezy, bankiety, koncerty, bale charytatywne. Spotykam dziesiątki polskich
organizacji i setki różnego rodzaju inicjatyw. Czytam polskie gazety wydawane
tu na wyspach. Słucham polskiego radia. Głosowałem razem z tysiącami Polaków w
ostatnich wyborach…. Czyżby ludzie robiący to wszystko nie byli polskimi patriotami?
Czy robią to z miłości do Anglii, czy Irlandii?



No dobrze, a Polka ciężko harująca w pubie jako kelnerka, albo młody Polak
„zasuwający” na zmywaku, czy na budowie, też są patriotami? Pewnie nie byli na
wyborach. Nie mają czasu na polską kulturę i dokształcanie. Nie maja pieniędzy
na działalność społeczną, czy charytatywną. Nie mają dzieci wiec nie prowadzą
ich do polskiej szkoły, jakby mieli też mieliby problem z czasem. Nie mają
nawet kiedy jeździć do Polski. Tęsknią, ale … może za 3-4 miesiące więcej
odłożą. Pracują tak ciężko, że rzadko zwiedzają Londyn, nie interesują się
specjalnie tym co dzieje się w kraju, raczej oglądają filmy na DVD i czasem
zorganizują sobie jakąś imprezę, a jak się uda pójdą na dyskotekę.

Może kiedyś wrócą, albo tu założą rodzinę. Jeszcze nie wiedzą i nie myślą o
tym. Po co, będzie jak będzie. Są Polakami. Są z tego dumni. Tu Polaków się
szanuje. Wiadomo dobrze pracujemy, nie boimy się ciężko pracować, nie
narzekamy, umiemy właściwie wszystko. Jak coś zrobimy to „mucha nie siada”.
Często klepią nas po ramieniu: „good job”. Bo jesteśmy dobrzy.



Tak my Polacy jesteśmy dobrzy i chcemy być dobrzy. Znamy naszą wartość. Polacy
na „wyspach” stali się prawdziwymi ambasadorami naszego kraju. Wielokrotnie
wzrosła wymiana handlowa i zainteresowanie Polską. Nie tylko interesami, ale
też naszym charakterem, „polską duszą”. Mało kto tak jak my ceni wolność,
wolność u siebie i u innych. Nie zadzieramy nosa, ale chodzimy dumni. Trzymamy
się razem, razem z naszymi wadami i zaletami. Obojętne czy jesteśmy biedni, czy
bogaci, pracujemy ciężko fizycznie, czy nie mnie ciężko bez użycia specjalnej
fizycznej siły, obojętne gdzie żyjemy w Polsce, czy poza, obojętne czy bardziej
lub mniej interesujemy się tym co dzieje się w naszej ojczyźnie, kochamy
Polskę, jesteśmy dumni z tego, że jesteśmy Polakami bo jesteśmy patriotami,
polskimi patriotami. I nikt nam tego nie odbierze. Tak mamy i tak zostanie i
dobrze nam z tym. Tak, tu w Londynie. W pubie i na budowie, w parku i w metrze
spotkałem kawałek fajnej, patriotycznej Polski, spotkałem kapitalnych Polaków.

Zapraszam do dyskusji o patriotyzmie.





Kazimierz Marcinkiewicz








» Dobre 20 lat + Jałowa polityka

Dobre 20 lat

na 20-lecie wolnej Polski

 

20 lat temu wcale nie było euforii, ani pewności, że zmierzamy do „raju wolności”. Może fascynacja, ale podszyta niepewnością. Frekwencja wyniosła nieco ponad 60%. To i tak najlepszy wynik wyborów parlamentarnych. Obóz Solidarności wybory wygrał, ale społecznego święta, wielkiej radości tak jak za „pierwszej Solidarności” już nie było. Być może było to „kowbojskie” spotkanie w samo południe „dobra i zła”, a Solidarność, i my wszyscy z „podziemnego
świata”, podnosiliśmy głowy wysoko do góry, słusznie uważając, że dokonujemy, czy może raczej uczestniczymy w wydarzeniu historycznym na miarę Europy i świata.

Być może zachłysnęliśmy się wolnością i demokracją, i tym co niosą one naszemu krajowi,sponiewieranemu komunizmem, ale i co niosą każdemu pojedyńczemu człowiekowi,żyjącemu nad Wisłą. Być może mieliśmy świeże umysły, dobrą wolę i zapalone ręcedo pracy, do zmieniania Polski, do zmieniania świata wokół nas, do budowania

„raju na ziemi”, a przynajmniej drugiej Japonii, lepszej Hiszpanii, czy po prostu Irlandii. Przyznać trzeba jednak po latach, że nie wiedzieliśmy jak to robić, że nie mieliśmy wizji Polski, że nie przygotowaliśmy się do rządzenia.

Brak jednoznaczności

Nie potrafiliśmy wybrać jednej drogi, którą powinniśmy zmierzać, nie potrafiliśmy być jednoznaczni. Niestety miotaliśmy się między kilkoma różnymi drogami naraz. W żadnej sprawie nie potrafiliśmy podjąć wspólnie akceptowanej decyzji. Raczej sprawdzaliśmy własną budowlę metodą prób i błędów.

Tak byłonp. z rozliczeniami z historią. Można było zrobić wzorem Niemiec, pełnąlustrację i zakaz pracy dla funcjonariuszy komunistycznego reżimu w sektorzepublicznym. Można było też stanowczo realizować grubą kreskę, amnestię dlawszystkich by rozpoczynać budowę nowego świata bez obciążeń historycznych,dając każdemu szansę zaczynania od nowa. Obie drogi byłyby jednoznaczne, obiecywilizowałyby i przyspieszały demokratyzację naszego kraju. Obie byłyuprawnione. My jednak wybraliśmy metodę „od ściany do ściany”, trochę wybaczenia, przemieszane z rozliczeniem, ale nie do końca, ani białe aniczarne, ani zimne ani gorące, po prostu nijakie. Może kompromis, ale zgniły.

Dlatego spory historyczne nadal są podstawą polskiej polityki wewnętrznej i  zewnętrznej, nadal są podstawą podziałów politycznych. Przez co opóźniają budowę sprawnego ustroju naszego państwa. Przez co opóźniają tworzenie sprawnego systemu politycznego i partyjnego, a więc i demokratycznego. Stąd debata w Polsce dotyczy ciągle mało ważnych dla dnia dzisiejszego i dla przyszłości sporów z przeszłości. Jest gorąca, ale mało istotna i zupełnie nieefektywna. Jest zupełnie  historyczna i histeryczna, odpychająca od polityki i życia publicznego młode pokolenie Polaków.


Gospodarka liberalno-socjalistyczna


Podobnie z reformami gospodarczymi. Trzeba oddać ostatniej ekipie komunistycznej, że widząc iż gospodarczy system stanu wojennego prowadzi polską gospodarkę w przepaść, podjęli odważne reformy gospodarcze. Dzięki nim gospodarka rozpoczęła ruch w dobrym kierunku gospodarki rynkowej. Kolejne reformy Balcerowicza kontynuowały ten kierunek liberalizacji i stanowiły podstawę naszych dzisiejszych osiągnięć i pozycji gospodarczej.

Ale i wtym przypadku mamy do czynienia z zatrzymywaniem się w połowie drogi. Niereformowano wielu kluczowych dla gospodarki sektorów, jak chociażby energetyki,czy ciężkiej chemii. Pozostawiono  zupenie niepowiązaną z gospodarkąnaukę, co będzie się odbijało czkawką i na nauce i na technologicznienowoczesnej gospodarce jeszcze przez wiele lat.

Gorsze jednak, że stosowano zasadę wolnego, nieregulowanego rynku, bez zasady konkurencji . Zapomniano, że bez konkurencji nie ma wolnego rynku, że monopole rynek zabijają. A jeszcze gorzej, że budowano gospodarkę
wolnorynkową, bez liberalnej polityki społecznej. Albo inaczej stronę wytwórczą, dochodową budowano w oparciu o zasady liberalne, a stronę publiczną, wydatkową pozostawiono socjalistyczną. Ratowało nas raczej to, że nie byliśmy w budowaniu najlepsi, czy dostatecznie stanowczy, więc liberalizm i socjalizm pozostały w niedoskonałej postaci.


Sami tworzylismy hamulce

W trakcietych 20 lat budowaliśmy mur pomiędzy polityką i gospodarką. „Chiński mur”, awłaściwie mur przeciwkorupcyjny jest pożądany, ale w naszym przypadku zbudowano atmosferę antybiznesową. Tak jakby państwo mogło rozwijać się bez biznesu, albo tylko z gospodarką państwową. Każdy businessman jest z góry podejrzany o niecne czyny, a działalność gospodarcza obarczona jest setkami głupich przepisów pozwalających państwu na każdą, nawet niedorzecznąkontrolę. Można powiedzieć, że ta atmosfera to zwycięstwo populistycznej prawicy „wietrzącej wszędzie bandytów”. Na śwecie nie znajdzie się przywódców państwowych nie wstawiajacych się za rodzimym biznesem, z wyjątkiem przywódców Polski.

Wielkim hamulcowym polskich przemian jest system sprawiedliwości. Po 20 latach niewiele się w nim zmieniło. Sądy działają wyjątkowo opieszale, a my nie szanujemy naszego wymiaru sprawiedliwości. Obywatel może dokonać zmiany władzy uchwałodawczej, parlamentu, poprzez kartkę wyborczą. W ten sposób może też zmienić rząd, włądzę wykonawczą. Gdy jednak wejdzie z tymi władzami lub innym obywatelem w spór nie ma możliwości uzyskania w miarę szybko odpowiedniego werdyktu sądowego. Że już o sprawiedliwości nie wspomnę.

Niezaprzeczalne sukcesy

Oczywiście w tym czasie osiągnęliśmy wiele sukcesów. Dwa wymieniane najczęściej i przez wszystkich: członkostwo w NATO i Unii Europejskiej, są najbardziej znaczącymi osiągnięciami. W moim przekonaniu nastąpiły ze względu na nasze przywary i małostkowość zachodnich liderów z kilkuletnim opóźnieniem.A przecież należały się nam jak „psu zupa”, bowiem były jedynie naprawieniem krzywd jakie „zachód” uczynił nam po zakończeniu wojny 60 lat

temu. Niemniej jednak jesteśmy już krajem bezpiecznym, a jednocześnie mamy zagwarantowane miliardy Euro z UE na nasz podstawowy rozwój gospodarczy, zwłaszcza infrastrukturalny i doganianie „świata zachodniego

Niewatpliwym sukcesem jest utrzymanie i rozwój rodzimego i może trochę przypadkowo bardzo ekologicznego rolnictwa. Pozytywnie wyróżnia nas to w Europie i stanowi genialny kapitał na przyszłość. Ciekawe, że polskie rolnictwo
odżyło dopiero po przystąpieniu do UE, a rolnicy są tego przystąpienia prawdziwymi beneficjentami


Młoda Polska


Dostrzegam jednak nie mniej ważne sukcesy. Prawdziwa polska demokracja pojawiła się tak naprawdę w 1990 roku wraz z samorządem terytorialnym. Tak - polski sukces to sukces polski lokalnej, polskiego wójta i burmistrza, ale póżniej też starosty i marszałka. To sukces spokojnej polityki kontynuacji Szczurka w Gdyni, Karnowskiego w Sopocie, Grobelnego w Poznaniu, czy Dutkiewicza we Wrocławiu. To sukces mozolnej, codziennej, pozytywistycznej pracy, budowania
czasem drobnych, ale za to bardzo ważnych spraw, tworzących polską całość.


Najcenniejszym jednak polskim skarbem pierwszego, wolnego 20-to lecia jest polskie młode pokolenie. Młodzi, ambitni, nieźle wykształceni, ciężko pracujący, niesamowicie kreatywni Polacy są naszym „towarem” eksportowym i importowym. Są wspaniałymi ambasadorami naszego kraju, a jednocześnie są potencjałem przyciągającym inwestorów. Sukces związany z tym pokoleniem, to jednocześnie sukces polskiego szkolnictwa, w tym szkolnictwa wyższego. Nie można w tym względzie przecenić roli szkolnictwa społecznego i prywatnego wszystkich poziomów. Szkoda, że nauka nie poszła podobną drogą.


Gdzie ci herosi


O pokoleniu solidarności mówi się, że to pokolenie żyjące w najciekawszych czasach, bowiem całe nasze dorosłe życie przypadło na przełom epok. Walczyliśmy o wolność, wygraliśmy ostateczną bitwę i podjęliśmy się budowy nowej,
wolnej i demokratycznej Polski. Po 20 latach wydaje się, że jesteśmy pokoleniem cokolwiek przegranym lub na dziś zużytym. Jeśli nawet nadawaliśmy się do walki, do niepokornego, nawet wolnego życia w państwie komunistycznym, to nie
sprawdziliśmy się jako pokolenie przewodzące Polsce, pokolenie przewodzące przemianom, budujące lepszy kraj.


Nie starczyło nam prawadziwych, silnych liderów, odważnych wizjonerów, osobowościowo silnych przywódców. Nie starczyło Polsce ludzi, którzy przedstawiliby wizję nowej, wolnej i demokratycznej Polski i tą drogą prowadzili sprawy państwowe. Dlatego scena polityczne tak często podlega całkowitym zmianom, dlatego partie pojawiają się i znikają i są tak mało ideowe. Dlatego tak trudno przewidzieć jak będzie wyglądał nasz kraj, czy scena polityczna po kolejnych i kolejnych wyborach.


Nie wykształciliśmy też następców. Polscy politycy młodego pokolenia, może nawet lepiej wykształceni, sprawniej poruszający się w mediach, najczęściej są bezideowi i do szpiku kości cyniczni. Nigdy nie pracowali poza polityką. Poza
nią nie znają świata i życia i w gruncie rzeczy niczego w życiu nie zrobili. Można tylko mieć nadzieję, że młode pokolenie biznesowe przejmie niebawem także polityczne stery.


A jednak sukces


A jednak odważnie można ocenić, że ostatnie 20 lat to szczęśliwe lata dla Polski i większości Polaków. Tak - 20 lat szczęścia i sukcesów całego kraju i większości jego mieszkańców. Polska obecnie zmienia się, jak mało który kraj bardzo
dynamicznie i w dobrym, choć wcześniej przez nikogo nieokreślonym kierunku. Po 20 latach żyjemy w bezpiecznym zewnętrznie i wewnętrznie kraju. Ciągle na dorobku, ale kraju coraz bogatszym, szybko nadrabiającym
zapóźnienia gospodarcze komunizmu. Mamy coraz to nowocześniejszy rodzimy i zagraniczny przemysł. Świetnie korzystające z zapotrzebowania na zdrową żywność oraz z dopłat Unii Europejskiej rolnictwo. Handel i usługi właściwie nie różnią
się od standardów najbardziej rozwiniętych krajów. Jednym słowem – nie mamy się czego wstydzić.

Nikt nam tego sukcesu nie dał. Wypracowaliśmy go sami. Czasem wbrew polskiej polityce. Czasem wbrew krajom zachodnim, których liderzy nie wierzyli w, jak mówili: „katolicką i zaściankową” Polskę. Raczej stawiali na Czechy i Węgry, a później na kraje Bałtyckie. Pracowaliśmy ciężko i wytrwale, może nie efektownie, ale efektywnie. Dziś możemy być z naszej Polski dumni.



Kazimierz Marcinkiewicz




Jałowa polityka



Władza z czasem się deprawuje. Zwracałem na to uwage PiS-owi, gdy był u władzy. Także publicznie. Wiele razy powtarzałem to także Donaldowi Tuskowi, że z czasem następuje „zmęczenie materiału” i władza, czy ludzie władzy zachłystują się rządzeniem i zaczynają wykorzystywać władzę do niecnych, albo cnych, ale prywatnych celów.  Rządzący przestają chodzić twardo po ziemi i odlatują w swój wyobcowany świat.


 Polscypolitycy, wielu z tych którzy rządzą i tych co rządzili, oderwali się odrzeczywistości, od realnego świata, od realnych problemów, od realnych ludzi. Apolskie służby zeszły na psy. Powstalo towarzystwo wzajemnej adoracji. Towarzystwo samowystarczalne i skupione tylko na sobie.

Tzw. afera hazardowa i wymyślane kolejne, są właśnie życiem polityki i służb w stworzonym przez siebie świecie. Zupełnie nie ważnym dla „szaraka Polaka”.



Oczywiście pokazują wyraźnie na konieczność unormowania stosunków polityki i biznesu. To jednak było wiadomo i bez „spotkań na cmentarzu”, mam nadzieję cmentarzu tego pokolenia politycznego i biznesowego. „Pan Rysio” powinien być w biznesie spalony, bo takim słownictwem i „lobbingiem” wyrzadził ogromną szkodę całemu biznesowi. Razem ze „Zbyszkiem” pokazali nie twarz, tylko „gębę polskiej polityki i biznesu”. „Gębę” świata odchodzącego – mam nadzieję -  w niebyt.


  Po raz kolejny dostrzeżono konieczność zmian w nadzorze na służbami specjalnymi. To nie nowy postulat. Szkoda, że nikomu nie chce się tego zrobić. Po pierwsze należy wzmocnić komisję ds służb. Zwiększyć kompetencje komisji w przypadku akcji wymierzonych w najważniejszych polityków i urzędników państwowych. Poza tym wprowadzić obowiazek konsultacji z premierm w przypadku wykorzystywania prowokacji, czy zakupu kontrolowanego wymierzonych w pewne grupy społeczne np. dziennikarzy czy sędziów. Ponadto ustawowo wzmocnić pełnomocnika premiera ds. służb, by premier mógł stać się rzeczywistym ich nadzorcą.


 

Polska polityka jest jałowa i nieefektywna. Zamiast zmagań idei, poglądów, programów, rozwiązań,  zamiast rozwiązywania ważnych spraw zwykłych ludzi, zamiast naprawiania skrzeczącej rzeczywistości, mamy zabawę w Indian, przybieranie wojennych piuropuszy, groźne malowanie twarzy i zaklinanie rzeczywistości w rytualnych sejmowych i medialnych tańcach,
doprowadzonych do doskonałości w postaci tzw. komisji śledczych.



Opozycji właściwie nie ma. Komicznie brzmi rozpoczynanie przygotowywania się opozycji do przejęcia władzy. Na całym świecie opozycja zawsze jest gotowa do przejęcia władzy. Po to startuje w wyborach. Przedstawia program wyborczy, czyli program rządzenia, a nie program mamienia społeczeństwa, program mający doprowadzić do zmieniania państwa, a nie tylko wygrania wyborów. Jeśli nie jest gotowa do zmiany władzy, to niech zamilknie, zejdzie ze sceny, złoży mandaty i nie udaje że wie lepiej, bo nie mając alternatywnego programu i ludzi /oczywiście anonimowych/ nie wie nic. Udaje, gra opozycję, nie będąc nią w rzeczywistości. Polskiej opozycji wystarczy jeden program: bić premiera? W demokratycznym
świecie brak programu byłaby kompromitacją, wystawieniem na pośmiewisko. W polskiej polityce uchodzi to na sucho.


 

W Wielkiej Brytanii właśnie dlatego, że zbliżają się wybory, politycyprzedstawiają realne i trudne programy wyjścia z kryzysu. Premier Gordon Brownpodobnie jak Tusk z Rostowskim, przygotował program kolejnej prywatyzaji w celu

zalatania ogromej dziury budżetowej. Lewicowy polityk  Partii Pracy boi się jednak, podobnie jak  liberalny polski rząd, podjąć  się trudniejszych reform, np. koniecznego cięcia wydatków.

 

Odważnie do władzy zmierzający Torysi, mający w sondażach sporą przewagę, ogłaszają zamrożenie płac w budżetówce, podniesienie o rok wieku emerytalnego oraz podjęcie działań zmierzających do pobudzenia gospodarki. Chcą zmienić prawo
bankowe by ułatwić kredytowanie inwestycji, zwolnić na dwa lata z podatku tych, którzy rozpoczynają działaność gospodarczą oraz zmodernizować system edukacji zawodowej. Zapowiadają trudne reformy właściwie w trakcie kampanii wyborczej, bo poważnie traktują wyborców i swoją polityczną misję.  



 Inaczej w Polsce: mamy brak debaty na ważne i poważne tematy np: siły polskich wojsk w Afganistanie i naszej tam obecności, reform gospodarczych i budżetowych, w tym cięcia wydatków budżetowych, reformy KRUS, likwidacji niepotrzebnych lub dziś mniej ważnych obciążeń budżetowych, o polityce Europejskiej i naszym miejscu w niej, czy
niezmiernie ważnej dla przyszłego rozwoju i znaczenia w Europie reformy nauki i szkolnictwa, ciągle hamowanej przez profesurę. Mało kto zapsząta sobie tym polityczną głowę, bo do tego rytmu nie zatańczy się wojennego tańca.

 

To wskazuje wyraźnie na potrzebę odmlłodzenia polskiej polityki. Nasze pokolenie, pokolenie „Solidarności” przesiąknięte polityką historyczną i histeryczną, nie sprawdza się w rządzeniu tak dobrze jak w walce o wolność, nie jest w stanie
zmienić Polski. Zrobi to pewnie dopiero pokolenie 30-to latków. Oczywiście nie w rodzaju polityków lewicy , mających do zaoferowania jedynie swoje torsy i brak przeszłości komunistycznej, zamiast programu społecznego. Gdzie głos
lewicy w sprawach biedy na polskiej wsi, gdzie głos w sprawie zacofania cywilizacyjnego polskich miasteczek, gdzie programy pomocowe, czy edukacyjne?  To za trudne dla playboyów z Rozbrat.



Może kiedyś polska młodzież, podbijająca swoją kompetencją, pracowitością i ambicją wyspy, zbierze odpowiednie doświadczenie /dobrze, że nie tylko polskie/ i zniesmaczona rzeczywistością polskiej jałowej polityki, zmiecie z polskiej
sceny politycznej polityków zajmujących się tylko sobą, tworzących własny, nikomu nie potrzebny świat, świat afer, politycznych wojen i spektakli. Jacy politycy, taki polityczny świat, takie afery, takie problemy.

 

Kazimierz Marcinkiewicz